Dla premiera łupki są ważniejsze od zdrowia Polaków?

Czy bezpieczeństwo energetyczne jest ważniejsze od zdrowia Polaków?
Czy bezpieczeństwo energetyczne jest ważniejsze od zdrowia Polaków? Fot. Kancelaria Premiera
Gdy dziecko nie chce widzieć zagrożenia - zasłania oczy. Podobnego zabiegu dokonał właśnie Donald Tusk, który jednym podpisem zlikwidował wymóg kontrolowania bezpieczeństwa środowiskowego wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Przez kilka lat ministerstwo środowiska zapewniało Polaków, iż oceny oddziaływania na środowisko podczas poszukiwań i wydobycia tego gazu będą obowiązkowe. Tymczasem 25 czerwca premier podpisał rozporządzenie, które w praktyce zwalnia odwierty gazu łupkowego z wykonywania tych kluczowych dla ochrony zdrowia ludzi ocen. Czy stało się tak, ponieważ premier ugiął się pod presją firm wydobywczych, które nie będą musiały płacić odszkodowań za zagrożenie życia i zdrowia Polaków?

5 czerwca b.r. europoseł z PO - Sonik, na łamach Rzeczpospolitej wystosował bezprecedensowe żądanie do premiera - szefa własnej partii, zatytułowane: "Apel europosła Sonika w trosce o polskie łupki". Tytuł był mylący, ponieważ Sonik nie ukrywał, że troszczy się nie tyle o łupki, co polskie interesy jednego z największych gigantów paliwowych na świecie - europoseł mówił: "Chevron wycofa się z inwestycji w poszukiwania gazu z łupków, jeśli rząd nie zmieni ważnego rozporządzenia".

Czy to nie ciekawy sposób komunikowania się członka PO z własnym szefem: łamy Rzeczpospolitej? Zresztą faktycznie byłaby to tragedia, gdyby firma oskarżana w Ekwadorze o spowodowanie miliardowych strat w środowisku na zawsze opuściła nasz piękny kraj. Dalej w swym apelu Sonik precyzuje, że Chevronowi "Chodzi o zmianę jednego podpunktu w dokumencie w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Od blisko trzech lat rząd Donalda Tuska pozostaje głuchy na oczekiwania i postulaty koncernów poszukujących w Polsce gazu łupkowego." Tyle apel największego obrońcy gazu łupkowego w Parlamencie Europejskim. Sonik nie precyzuje, którego to podpunktu Tusk od lat nie zmienia, wiedząc, że szef "ogłuchłego rządu" w lot pojmie o co chodzi.

I stała się rzecz niebywała, szef posła Sonika - "żelazny" Donald Tusk, nie dyscyplinuje swego posła, nie pyta też dlaczego członek jego partii bezczelnie sugeruje bezczynność rządu w interesie zagranicznej prywatnej firmy. Nie tylko nie pyta, Donald Tusk chyłkiem zmienia tajemniczy "podpunkt" w taki sposób, że łupkowi inwestorzy nie będą już więcej musieli udowadniać, że ich działalność nie zagrozi zdrowiu i życiu Polaków.

Bo przecież, jeżeli nie będzie dowodów na zagrożenie życia i zdrowia ludzi mieszkających w pobliżu odwiertów gazu łupkowego, to nie będzie dowodów na istnienie zagrożenia - czyli będzie (na papierze) niezwykle bezpiecznie. Dalej będzie można twierdzić, że: "nie ma dowodów na szkodliwość poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego w Polsce", bo znajdowania takich dowodów nikt już od nikogo nie będzie wymagał.

Podpisując te zmiany Donald Tusk zmienił swoje własne rozporządzenie z 9 listopada 2010 r. w taki sposób, że zwolnił odwierty gazu łupkowego w Polsce z obowiązku "oceny ich wpływu na zdrowie ludzi i środowisko" i chyba tylko żeby zatrzeć złe wrażenie premier zachował taki wymóg dla odwiertów na głębokość ponad 5000 m, choć nikt gazu łupkowego z tej głębokości wydobywać nie zamierza.

Na stronach ministerstwa rozwoju regionalnego czytamy: "Procedura Oceny oddziaływania na środowisko ma dostarczyć podejmującemu decyzję organowi administracji publicznej informacji, czy ingerencja inwestycji w środowisko, została zaplanowana w sposób optymalny i czy korzyści wynikające z jej realizacji rekompensują straty w środowisku, jakie zwykle są niemożliwe do uniknięcia. Środowisko jest tu rozumiane nie tylko jako środowisko przyrodnicze, ale także jako środowisko społeczne." Wynika z tego, że premier informacji na temat bezpieczeństwa poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego zwyczajnie nie potrzebuje, pewnie dlatego, że to europoseł z jego partii mu podpowiada co jest dobre dla polskich łupków i dla Polaków, a co nie - nie potrzeba tu mitręgi specjalistów.

Cóż, jeżeli standardy ochrony zdrowego środowiska w Polsce przestają obowiązywać, Polakom pozostaje jeszcze kodeks karny, który mówi, że nawet nieumyślne działania prowadzące do zagrożenia życia lub zdrowia stanowi przestępstwo: "Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku."

Wydaje się, że kodeks karny jeszcze obowiązuje, no chyba, że "najmocniejszy człowiek w Państwie" przestraszy się tupnięcia kolejnego swego posła.

Poseł Sonik dyscyplinuje premiera Tuska?
Trwa ładowanie komentarzy...